„Themersonowie? Na Picassa dalibyśmy pieniądze”
Obraz „Themerson & Themerson” autorstwa Wiktorii Szymańskiej bierze udział w Międzynarodowym Konkursie Filmów o Sztuce.
Magda Zubel: Czy to prawda, że gdyby nie „Przygoda człowieka poczciwego” Themersonów, Roman Polański nie nakręciłby swojej etiudy „Dwaj ludzie z szafą”?
Wiktoria Szymańska: Irracjonalną czarno-białą humoreskę z muzyką Stefana Kisielewskiego Themersonowie nakręcili w 1937 r., jeszcze w Warszawie, przed wyjazdem do Paryża. Mówi się, że film był inspiracją dla Polańskiego, m.in. dlatego, że w obrazie Themersonów dwóch mężczyzn też niesie szafę. No i musiał widzieć ten film w łódzkiej szkole. Zresztą do dziś oglądają go studenci reżyserii. Ale sam Polański ponoć twierdzi, że etiuda była wyłącznie jego autorskim pomysłem.
Jak to się stało, że zainteresowałaś się tymi awangardowymi artystami?
Jako mała dziewczynka czytałam ich książkę dla dzieci „Pan Tom buduje dom”, potem oglądałam filmy podczas studiów na paryskiej Sorbonie. A dzięki zbiorom w londyńskim British Muzeum na nowo odkryłam ich sztukę. Twórczość Themersonów towarzyszy mi całe życie, nie mogłam więc nie nakręcić o nich filmu. Zaciekawiło mnie też życie małżeństwa – brali udział w II wojnie światowej, mieszkali w Paryżu, a po wojnie w Londynie. Jednak przede wszystkim nie szli na żadne artystyczne ani towarzyskie kompromisy. Pewnie dlatego właściwie nigdy nie mieli pieniędzy.
Themersonowie byli prekursorami w wielu dziedzinach sztuki. W jakich?
Po pierwsze, stworzyli sobie jeszcze w Polsce własny stół do robienia filmów. Nikt u nas tego wcześniej nie zrobił. I tak powstały obrazy, które uważane są za kamienie milowe w historii rodzimego filmu eksperymentalnego i awangardowego. Po drugie, kiedy nikt nie chciał drukować książek Stefana, stworzyli własne prasy edytorskie na podłodze i sami robili książki, które Franciszka ilustrowała. Wspólnie stworzyli też pierwszy salon artystyczny w Londynie. Poza tym Stefan jest uważany za twórcę koncepcji poezji semantycznej, zastępującej słowa ich definicjami.
„Themerson & Themerson” to Twój debiut. Łatwo było przekonać do tematu filmu sponsorów?
Themersonowie? Jakby to był Picasso, dalibyśmy pieniądze - słyszałam. Ja jednak uparłam się, że zrobię ten film, choćby nie wiem co. Na szczęście znaleźli się fajni ludzie, którzy mi pomogli, na przykład z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Film kręciłam dwa lata.
Nad czym teraz pracujesz?
Przymierzam się do nakręcenia fabuły. Tym razem będzie o trzech Polkach artystkach, które w latach sześćdziesiątych żyły i tworzyły w Afryce.



























